poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Nietoperczy Epilog

Heeej

Koniec :(
No nie mogę no! Smutno mi, przytuli ktoś?
No i skończył się Severusowanie. :'(
Będę tęsknić. Jak napisała, 'koniec' to poczułam się, jakbym straciła przyjaciela.

NIECH KAŻDY, KTO CZYTAŁ PAMIĘTNIK SEVERUSKA SKOMENTUJE  :)

Aaaa, i napisałam to nie w formie wpisu do pamiętnika, tylko normalnego opowiadania. Bo tak.

Dla tych, co zżyli się z Sevciem tak,jak ja :3

Pozdrawiam, em.
_________________________________





W życiu się jeszcze tak nie denerwował. Nawet, kiedy kłamał Mhrocznemu Tomowi prosto w szkarłatne ślepia. Nawet, kiedy dał Remusowi do spróbowania prototyp eliksiru na wilkołactwo. Tak, Profesor-Samo-Zło ma stracha przed randką. Salazarze, dlaczego?
- To wszystko przez Minerwę – mruczał wybierając odcień czerni szaty wyjściowej. – Nie, to przez Albusa, to on organizuje Bal Walentynkowy w listopadzie – był rozdarty pomiędzy mroczną czernią, a jasną czernią. – Mam! To przez Harry’ego! W końcu gdyby nie uratował całego czarodziejskiego świata, nie byłoby Hogwartu, a co za tym idzie, nie byłoby Walentynek – zdecydował się na mroczny odcień czerni, w końcu musi dbać o swój image. – Nieee, to wszystko przez James’a! W końcu to jego syn. Salazarze, jestem kretynem! – postronny świadek już byłby w drodze do Munga, żeby zarejestrować profesorka. – Wracam do wersji, że to jest wina Minerwy i jej miłości do świata i robienia ze mnie idioty – wreszcie doszedł do jakichś konstruktywnych wniosków i udał się do łazienki. – Chociaż w sumie w robieniu z siebie idioty dobrze mi idzie samemu…
Severusowa łazienka była w odcieniu szarości. Niesamowite! Idealnie kwadratowa, pokryta szarymi kafelkami. Z lewej strony swoje miejsce zajmowała wielgachna wanna. S.S. man odkręcił złoty kurek i już po chwili była pełna gorącej wody i gęstej piany. Pozbył się czarnej szaty, wszedł do wody. Zaraz jego twarz nabrała zdrowego odcienia, a dręczące myśli odpłynęły w siną dal. Miał półprzymknięte powieki, jeszcze trochę i by zasnął.
Po pół godziny, kiedy z gęstej piany pozostało tylko wspomnienie, sięgnął po szampon o zapachu igliwia sosnowego. To dla Ciebie, Evelyn, pomyślał i nałożył gęstej mazi na swoje ciemne włosy.

***

Po wyjściu z łazienki Severusek był jak nowy. Pewność siebie biła  z niego na milę. Czarne tęczówki nabrały blasku, a włosy stały się delikatniejsze i błyszczące.
- Dlaczego tak w ogóle się na to zgodziłem? – pomyślał na głos zakładając szatę w kolorze mrocznej czerni.
Wreszcie wygadał jak człowiek. Kto by pomyślał, że Postrach Hogwartu potrafi dobrze wyglądać.
Podszedł do lustra i przyglądał się przez chwilę krytycznie swojemu odbiciu. Machnął ręką i spojrzał na zegarek.
- O jejku – zaklął radośnie Severus. – Spóźnię się!
I wybiegł ze swojej komnaty łopocząc szatami niczym skrzydłami nietoperza. Bądź co bądź, ale starych nawyków nie da się wykorzenić.

***

Już od pięciu minut stał przed gabinetem profesor Blackwood jak głupi i nie przeszło mu nawet przez myśl, żeby zapukać. Dopiero po interwencji jednego z malowideł ściennych zdecydował się na ten bohaterski krok. Uderzył w drzwi krawędzią dłoni trzy razy i… nic. Powtórzył czynność z tym samym skutkiem. Kiedy przerażenie, że mogła go wystawić sięgnęło apogeum, otworzyła drzwi. Sevcio zamarł. Była piękna. Lekko pofalowane miedziane kosmyki zaczesała na jedno ramię, ukazując długą szyję, na której spoczywał wisiorek w kształcie łezki z zielonym oczkiem. Profesorek był bardzo zadowolony, bo to on wysłał jej ten wisiorek wczoraj wieczorem. Jej suknia była w kolorze zielonym i miała asymetryczny dekolt, który podkreślał piersi kobiety. Długa do ziemi, w okolicy kostek dół był rozszerzany. Wyglądała jak bogini. Zrezygnowała z makijażu, tylko usta podkreśliła perłowym błyszczykiem.
Mężczyzna chyba zrozumiał, że czas się odezwać, bo uśmiechnął się nieśmiało i powiedział:
- Wow – co było szczytem elokwencji.
- Dziękuję – szepnęła Evelyn uśmiechając się nieśmiało do profesorka.
Ten zaoferował jej ramię. Kiedy się do niego przybliżyła poczuł zapach lawendowych perfum. Od teraz uwielbiam lawendę, pomyślał i w milczeniu udali się do Wielkiej Sali.

***

Podczas drogi zdobył się na kilka ukradkowych spojrzeń. Była idealna. Nie taka, jak inne kobiet. Była taka naturalna i pełna niewymuszonego wdzięku. Chyba się zakochałem, myślał ze zgrozą.
Wielka Sala była wspaniale przystrojona. Albus się postarał. Sklepienie rozjaśniało mnóstwo świec, ale pomieszczenie i tak pozostawało w półmroku. Gdzieś pośród uczniów latały amorki i rzucały confetti. Na scenie przygotowały się do występu Fatalne Jędze. Wszyscy uczniowie już się zebrali, bo dyrektor podszedł do mównicy.
- Może usiądźmy, bo znając życie, przemowa Albusa będzie bardzo długa – zaproponował parząc złośliwie na Dumbledore’a wystrojonego w różową szatę.
- W porządku – zgodziła się i złapała go za rękę. Biedny Sevcio tak się ucieszył, że zaprowadził ją do stolika z różowo-srebrna zastawą. Nie miał pojęcia, o czym Dumbek mówił, bo cały czas spoglądał prosto w oczy wilkołaczycy.
I nagle zaczęły grać Fatalne Jędze. Severus nie lubił tańczyć, chociaż robił to bardzo dobrze. Ale czego się nie robi dla tak pięknej towarzyszki, która patrzyła na niego z wyczekującym uśmiechem na twarzy.
- Czy mogę prosić do tańca? – wyszeptał kurtuazyjnie ujmując jej dłoń w swoją.
Wiele par wylał się na parkiet. Profesor wirował trzymając w ramionach kobietę, którą mógłby pokochać. Patrzył na nią niemal z czułością i uwielbieniem. Nie wiedział, że ona czuje to samo. Kiedy przybliżyła się i oparła policzek o jego tors był wniebowzięty. Nareszcie zagościły w nim ludzkie uczucia. Jego wzrok padł na cztery pary, które siedziały przy stoliku. Harry&Pansy, Ronald&Luna, Hermiona&Draco, Ginewra&Blaise. I wszyscy trzymali się za ręce. Panowie obdarzali towarzyszki pełnymi uwielbienia spojrzeniami, a one uśmiechały się uroczo. Prychnął na ten widok, w końcu coś zostało z jego dawnych zachowań. Nieważne, że on przed chwilą tak samo patrzył na Evelyn.
- Czy coś się stało? – zapytała patrząc w czarne tęczówki Sevcia.
- Popatrz na nich – wskazał głową w kierunku uczniów. – Czy im na mózg padło? Żeby tak Gryfoni ze Ślizgonami?
- No wiesz – zaczęła delikatnie. – Wszystko jest możliwe – dodała patrząc na niego znacząco. Pocałuj mnie, krzyczała każda komórka jej ciała.
- Proszę cię, może jeszcze mi powiesz, że istnieje coś takiego jak miłość? – zakpił.
- Bo istnieje! – spojrzała na niego z wyrzutem w zielonych oczach.
- Śmieszne.
- Jak możesz?! Cały czas masz w głowie te durne zasady! Bo Ślizgoni nie wiedzą, co to miłość. Bo Ślizgoni nie mogą się zakochać. Bo Ślizgoni nie mogą być z Gryfonami – przerwała, żeby zaczerpnąć powietrza. – Gówno prawda! Ja się zakochałam w Ślizgonie – dodała ciszej obrzucając zdziwione Severusa przelotnym spojrzeniem. – Zakochałam się w Ślizgonie, który nie ma uczuć. Prawda boli, co? – zakpiła z furią. – Nie masz w sobie ani krztyny ludzkich uczuć!
Mężczyzna przybrał maskę obojętności. Zatrzymał się i teraz stali na środku Sali pośród tańczących par. Dopiero teraz była Gryfonka zorientowała się, co powiedziała. Jego oczy były pełne wyrzutu.
- Skoro tak, to ja może sobie pójdę – jego głos miał temperaturę płynnego lodu. I skierował się w stronę wyjścia.
- Zaczekaj – poprosiła, ale nie usłyszał. – Przepraszam – szepnęła i pozwoliła płynąć łzom po kredowobiałych policzkach. Wyszła, oparła się o ścianę i płakała. O głupoto, bądź pozdrowiona!, myślała i rozpłakała się jeszcze bardziej. Właśnie straciła wspaniałego faceta, na którym jej zależało. Przez swój niewyparzony język.












KONIEC








Żarcik, czytajcie dalej :*


Szybkim krokiem skierował się w stronę altanki na błoniach. Zimne powietrze pozwoliło chociaż trochę opanować rozszalałe emocje.
Usiadł na drewnianej ławeczce i ukrył twarz w dłoniach. Było mu smutno, myślał, że jej też choć trochę zależy. Najwyraźniej się mylił. Kochał ją, nadal kocha. To jest właśnie najgorsze. Ukochana osoba sprawia Ci ból, rozczarowuje Cię, ale dalej ją kochasz. Dalej Ci na niej zależy. To boli. Serducho Profesora-Bez-Uczuć właśnie pękło na pół z głośnym trzaskiem.
- Salazarze – szepnął. – Sprawiła mi przykrość, ale dalej mi na niej zależy – dodał z przerażeniem.
- Severusie… - usłyszał cichy głos Evelyn. – Severusie, ja…
- Daj mi spokój.
- Sev, ja przepraszam – kontynuowała z bólem. – Ja… Mi na tobie zależy…
- Evelyn, wyjdź! – przerwał jej. Posmutniała. - …za mnie – dodał z uśmiechem na ustach.
Oczy jego ukochanej były jak galeony.
- Wyjdź za mnie – powtórzył i przytulił ją. – Kocham cię, wiesz? – zdobył się na odwagę i powiedział to. Wczoraj ćwiczył te słowa na Potterze.
- Taaak! Ja też cię kocham! – wrzasnęła i przylgnęła do niego jeszcze bardziej. – Przepraszam, nie wiem, co … - zamknął jej usta krótkim pocałunkiem, który był pełen czułości.
- Evelyn, to jest nieważne! – krzyknął z uśmiechem. – mamy problem, bo Potter i Malfoy chcą być świadkami. Oboje.
- Och, zamknij się i pocałuj mnie – warknęła śmiejąc się, a Severusek-Nerwusek bez ociągania spełnił jej prośbę.

***

*gdzieś w krzakach*
- Wisisz mi dwadzieścia galeonów, gumochłonie! – ucieszył się Harry całując w policzek swoją dziewczynę, Pansy.
- Goń się! Nie wydam na ciebie ani knuta – burkną rozgoryczony przegranym zakładem blondas nazwany gumochłonem. Na pocieszenie Hermiona zaczęła go łaskotać.
- Obaj jesteście gumochłonami! – wydarł się Blaise. – Rudasku, chodź ze mną do Pokoju Życzeń! – dodał uśmiechając się znacząco.
- Zamknij się! – upomniała go elegancko Ginny zarumieniona jak wisienka.
- Właśnie, obaj jesteście gumochłonami, bo to ja będę świadkiem! – wrzasnął Ronald.
- Wcale, że nie, bo ja! – zaprotestował Diabełek.
I nikt nie miał zamiaru ich uspokajać. Tylko Luna wykazała trochę inteligencji (bo Hermiona była zajęta Draconem, więc, nie myślała) i zaproponowała:
- A może o tym zdecydują Evelyn i Nietoperz, co? – i nie czekając na odpowiedź dodała – chodźmy na budyń!



KONIEC
Teraz tak na serio.

piątek, 23 sierpnia 2013

Moje życie z kretynami, czyli pamiętnik Severuska-Nerwuska z przymrużeniem oka. Cz. VII (ostatnia)

Część i czołem!

Już ostatnia część :(
Przywiązałam się do tego Nerwuska. Na pocieszenie dodam, że BĘDZIE JESZCZE EPILOG :3
Ale i tak będę tęsknić za Sevciem.

CHAMSKA REKLAMA

A tutaj jest świetny blog o wampirach, wilkołakach itd.

KONIEC CHAMSKIEJ REKLAMY

No to czytajcie  i się cieszcie :*

Aaaa,  i nudziło mi się, więc narysowałam Dramione:



No, to czytajcie, śmiejcie się i komentujcie.
Pozdrawiam, em.
________________________________________






Pamiętniku!

Tak, pamiętniku.

Mam gdzieś wszystko, skoro umówiła się ze mną najładniejsza Mistrzyni Eliksirów na ziemi!

Tak, dzienniczku, dobrze słyszysz.

Evelyn Blackwood umówiła się ze mną na Ognistą do Hogsmeade.

Chyba jednak Merlin, tam na górze, mnie lubi.

Ale w co mam się ubrać?

Może w coś czarnego…

Dobra myśl!


*po randce z wilkołaczycą*

Pamiętniczku, ona jest taka piękna!

I w sumie na eliksirach też się zna.

I dodam, że pozwoliła mi na sobie ćwiczyć wywary na wilkołactwo.

Cud, nie kobieta!

A wiesz, co Albus wymyślił?

Nie? To padniesz!

Z racji tego, że nie będzie mógł być obecny w szkole czternastego lutego, ponieważ udaje się na wycieczkę do Ministerstwa Magii, bo tym biurokratom coś nie pasuje, to Bal Walentynkowy odbędzie się… Jutro!

Taak, nie ma to jak Walentynki w listopadzie.

No wiem, zdaję sobie sprawę z tego, że jest genialnym czarodziejem i tak dalej, ale no weź!

Już nawet po szkole latają te wredne człowieczki, które mają czelność strzelać do niewinnych nauczycieli Obrony Przed Czarną Magią.

No tak, mnie też dopadły!

I dostałem śpiewającą, a raczej skrzeczącą Walentynkę.

Wredne Węże mi żyć nie dadzą…

Ale na szczęście Potter z Weasley’em to moi dobrzy kumple i pocieszyli mnie butelką dobrej przyjaciółki, Ognistej.

Ave Salazar!

I wiesz co? Chyba wszystkich ogarnął ten Walentynkowy szał, wiesz? No bo po paru szklankach…

Tak, szklankach.

… Ognistej Ronald W. przyznał, że zaprosił na bal tę całą Lunatyczkę.

Potter idzie z Parkinson, Weasley z Lovegood, mała Weasley z Zabinim, a Granger…

Jestem załamany! Jestem totalnie załamany! Granger idzie z …

No, Severusku, weź się w garść!

Hemiona Granger idzie na bal z Draconem Malfoy’em!

Merlinie, daj mi siłę, bo zwątpiłem w ich inteligencję!

O ile jeszcze jakąś tam mają…

Nie jestem pewien, ale to szczegół.

A tak ogólnie to jeszcze zastanawiałem się, jakim cudem Złote Trio pokonało Mhrocznego Toma z Weasley’em!

No bo w sumie to on występował w stylu kuli u nogi, nie?

Oj, no dobra, już nie będę! W końcu to dzięki nim nie zostałem uznany za zdrajcę, tylko za bohatera.

Ave ja!

Wiesz, Minerwa za punkt honoru chyba obrała sobie zrobienie ze mnie kretyna.

Nie wiem czemu. Co ja jej takiego w życiu zrobiłem?!

W sumie to raz zabrałem jej te wsuwki do koka, a kiedy indziej to transmutowałem jej szaty w strój do kankana. A jeszcze innym razem…

Okej, już wiem, czemu się na mnie uwzięła, ale nie rozumiem, czemu akurat uwzięła się na połączenie mnie z Evelyn.

Bo to w sumie trochę dziwne…

To, że ja nie nadaję się do trwałych związków to szczegół. Taki nieznaczący.

I wiesz, co jeszcze mi Minerwa M. uczyniła?

Salazarze mój, czemuś mnie opuścił?

Stwierdziła, że nie wypada, żeby profesor Obrony Przed Czarną Magią w takim radosnym dniu jak Bal Walentynkowy siedział sam w lochach.

Taaak, tan Bal będzie taki radosny, jak przyjęcie z okazji śmierci Prawie Bezgłowego Nick’a.

No i zaproponowała głosem słodkim jak miód, że przecież Evelyn też nie ma z kim iść, więc możemy wybrać się razem.

Obiekt: McGonagall. Polecenie: Zabić jak najboleśniej. Narzędzie: Niech to będzie łyżka!

A Ślizgoni znowu się ze mnie śmiali… A najgłośniej Malfoy.

Coś mi mówi, że fortuna Lucka pozostanie bez dziedzica.

No i wspaniała Minerwa zrobiła hokus-pokus i w ten sposób idę na bal z Blackwood.

Nie, żebym narzekał, ale trzeba zachować pozory!

Pozdrawiam, Sev.

PS. Jak wyląduję w Azkabanie, to przez Minerwę i jej matrymonialne plany.