wtorek, 20 sierpnia 2013

Moje życie z kretynami, czyli pamiętnik Severuska- Nerwuska z przymrużeniem oka. Cz. VI

Aloha!

I oto przedostatnia część dziennika naszego ukochanego Nietoperka. Tak trochę mi smutno, bo się do tego Nerwusa przywiązałam.

Napisanie tego zajęło mi od 9:50 do 10:18! Mój rekord :D

CHAMSKA REKLAMA

Zapraszam na bloga. Dziewczyna dopiero zaczyna, jest jeden rozdział, ale magiczny.

KONIEC CHAMSKIEJ REKLAMY

Ana M. pytała mi się wczoraj, czy zamierzam napisać dłuższe opowiadanie. Odpowiedziałam, że nie. I tak z 20 minut po naszej rozmowie wpadł mi genialny (w mojej ocenie) pomysł. Zapraszam w takim układzie do zabrania udziału w sondzie, tam, z lewej strony :)

Pozdrawiam, em.
_________________________________





Dzienni…

Zaraz, przecież to było dobrze.

Pami…

I od nowa się zaczyna.

Pamiętniku.

Cholera.

Dzienniku!

Chwała Salazarze! Przynajmniej to mi się w życiu udało.

No to teraz pamiętniczku padniesz.

Nie, żebym miał zamiar Cię, słoneczko rzucać po moich komnatach. Chodzi mi o to, że mam taką wiadomość, że głowa mała.

No to może zacznę od początku, co?

O głupoto, bądź pozdrowiona! Pytam się kawałka papieru o to, czy chce wysłuchać mojego njusa od początku…

Milczenie biorę za zgodę, dzienniku.

Dumbledore ma rację, jestem psychiczny. Powinni mnie zamknąć w Mungu, żebym mieszkał z Lockhart’em.

Oj, to są same nieważne rzeczy. Uwaga, przechodzę do sedna. Evelyn Blackwood jest…

No, Nietoperku, weź się w garść!

Evelyn Blackwood jest…

*cisza budująca napięcie*

Ona jest wilkołakiem. Wiesz, co to znaczy?

Tak! Nareszcie będę mógł wypróbować mój autorski eliksir na wilkołactwo.

 Bo Remusowi się znudziło bycie moim hipogryfem doświadczalnym.

Chyba dlatego, że po ostatniej próbie stał się matamorfomagiem.

Heeej, dobry pomysł! Mój nie udoskonalony eliksir będę sprzedawał młodym Aurorom. Chyba gobliny będą zmuszone do powiększenia mojej skrytki. Fortuno, nadchodzę!

No i znowu odszedłem od tematu.

No to było tak: poszedłem sobie do Wrzeszczącej Chaty po tym, jak włamałem się do  gabinetu Evelyn po album. Bo obecność Lily bardzo mi pomaga w warzeniu tego eliksiru. No a we Wrzeszczącej Chacie mogę eksperymentować do woli, ponieważ nikt nie słyszy.

Jak ćwiczyłem jeszcze w moim gabinecie to było wszystkie wybuchy słychać, mimo zaklęć wygłuszających. Serio.

No to zrobiłem hokus-pokus, żeby wierzba Bijąca już nie biła i wszedłem ukrytym przejściem. I nagle usłyszałem hałas. Z mojego miejsca na eksperymenty eliksirowe. I było wielkie ka-boom!

Prawie jak ten Wielki Wybuch…

I z kłębów różowego dymu…

Minerwa ma w tym kolorze szlafrok, planuję kupić jej na Gwiazdkę pantofle do kompletu.

… wyszedł wilkołak. Taki spokojny jakiś. W sumie to nawet nie chciał rzucić się na mnie i przerobić z mojej twarzyczki befsztyku.

Dziwne.

No i wszystko stało się jasne jak słońce!

Pomijając oczywiście fakt, że był wtedy środek nocy.

Tak zachowuje się wilkowaty pod wpływem wywaru tojadowego.

Pisząc ‘tak’ mam na myśli to, że jego zmysły nie są aż tak wyostrzone jak normalnie i nie staje się maszyną do zabijania.

A żeby zrobić wywar tojadowi potrzeba żabiego skrzeku.

Geniusz.

A u mnie w prywatnych zapasach już nie ma żabiego skrzeku.

Muszę poprosić Albusa o nową  dostawę.

A Evelyn, jak jej o tym wspomniałem, to się przestraszyła.

I wygoniła mnie…

I nasuwa się pytanie: kto jest na tyle inteligentny, żeby nawet w postaci wilkołaka warzyć eliksiry.

Pomijając oczywiście mnie, Mistrza Eliksirów.

Tylko Mistrzyni Eliksirów. Evelyn B.

Która tak na marginesie jest wilkołakiem.

Co ten Albus ma takiego fioła na punkcie wilkołczych nauczycieli?

No i Evelyn-Wilkołak mnie zauważyła.

Abrakastycznie.

I mnie wygania.

Ciekawe czemu?

Jestem idiotą.

Przecież wywar tojadowi nie działa wiecznie.

Czyli, że mój Nietoperczy tyłek jest w niebezpieczeństwie.

Cholera, zmywam się.

Paaa, pamiętniczku!

Napiszę coś, jak ucieknę przed wilkołakiem!
S . S.

piątek, 16 sierpnia 2013

Moje życie z kretynami, czyli pamiętnik Severuska- Nerwuska, cz. V

Here I am!

Miało być jutro, ale muszę się psychicznie nastroić do tego, że w niedzielę jadę na mecz żużlowy! Nie mogę się doczekać :3
Tak jeszcze dodam, że pomijając tą część to zostały jeszcze dwie i finito! I cały czas mam nadzieję, że ktoś będzie chciał sad end :*

Ale i tak mi jest smutno... Tak dużo wyświetleń było i wczoraj, i przedwczoraj, a komentarzy od czytelników 8 :( nawet obserwatorów mam więcej...
 Ale nie martwcie się, nie zamierzam zawieszać. Dawniej byłam młoda i głupia (to było pod koniec czerwca :D). Teraz pisanie daj mi radość! Nie mogę bez tego żyć :)

Dedykacja Rouse Karmen. Bo to w sumie dzięki jej blogowi założyłam własnego. Błagam raz jeszcze, nie zawieszaj cudeńka! :*

Pozdrawiam, em.
_____________________________




Pam…

Nie!

Pamiętniku!

Cholera…

Dzienniku!

Brawa dla mnie! Chyba sobie kupię Ognistą.

Ale nie uwierzysz papierze! Poszedłem przed chwilą do wieży Gryffindoru, żeby dowiedzieć się, z kim umawia się Potter. W takim samym celu oblężyli go Weasley’owie sztuk dwie, Granger, Longbottom i Lifedude… Niee, jakoś inaczej. Lina, Linda, Lisa, Lottie, Louisa… Ha! Mam! Luna!

Ale jak jej było?

Na pewno nie Lifedude. Lemon? Lifesun? Lovefool?  Lovemoon? W sumie to pasuje, ale jednak to nie to. Zaraz, zaraz. Parkinson na którejś lekcji wspominała mi, jak się nazywa ta dziwaczna blondynka.

Tak, to było na tej lekcji, która prowadziłem pod wpływem napoju wyskokowego, jakim jest Ognista Whisky.

L… Lovegood! Tak! Z moją pamięcią nie jest jeszcze Aż tak źle.

Chwała Merlinie.

A może jednak jest źle? Miałem przecież iść do Blackwood, żeby wziąć album.

Ile razy będę tam szedł?

Salazarze, jestem idiotą.

I znowu odchodzę od tematu.

Ale nie dziw się, pamiętniczku.

DZIENNIKU

Nie dziw się, dzienniku. To jest ponad moje siły. Potter umawia się z…

Nie, to jest za trudne dla mnie.

On chodzi z…

Och, Severusie, weź się w garść!

Dam radę! Harry Potter był na randce z Pansy Parkinson!

Śmiać się, czy płakać, co nie dzienniczku?

I co najważniejsze ona poszła z nim na błonie z własnej nieprzymuszonej woli. Ślizgonka z Gryfonem! To niedopuszczalne, to profanacja!

Heeej, to nie taki zły pomysł!

Może profesor Blackwood się ze mną umówi i Minerwa z jej zapałem do zrobienia ze mnie pona młodego da mi święty spokój.

Salazarze mój, Salazarze mój, czemuś mnie opuścił?

Poszedłem też do gabinetu tej całej Evelyn.

Nie ważne, że było już po północy. Na korytarzach było jasno, bo przyświecał mi księżyc.

Piękny, okrąglutki, jak policzki Longbottom’a w pierwszej klasie księżyc.

Zapukałem grzecznie, a ona nie otworzyła.

Poznaj gniew Nietoperza! Alohomora! I po krzyku.

Aaa, mam teorię co do tego, czemu nie otworzyła. Nie było jej tam.

To ma sens…

No to grzecznie się poczęstowałem Ognistą. Kto by pomyślał, że przykładna nauczycielka Eliksirów może mieć taką kolekcję trunków. Ja oczywiście się nie zaliczam. Jestem mężczyzną i to zmienia postać rzeczy.

A Whisky to naprawdę ma pierwszorzędną!

No i trafiłem na kalendarz z fazami księżyca…

To by potwierdzało moją idiotyczną teorię.

Nieee, to jeszcze o TYM nie świadczy. Ale mnóstwo pewnego eliksiru i owszem.

Czyli, że wychodzi na moje!

Zawsze wychodzi na moje…

Nawet jak nie wychodzi.

Salazarze, miej mnie w swej opiece!

A tymczasem udam się na mały spacerek przy świetle księżyca. Kto wie, może spotkam pewną śliczną nauczycielkę…

Moooment, czy ja …?

Ugh, ale to prawda! Evelyn jest śliczna…

Buźka, Sevi.

______________________
Wydaje mi się, że jakoś tak krótko... Nie mam pojęcia, czemu.